I straszny żal o to, że wciąż nie jesteśmy równe. TAKIE SAME. Tak samo „dobre”, jak ONI. A gdzieś po drodze utraciłyśmy już prawo do ochrony, do czci, do podziwu, do fascynacji – zjawiskiem, „mocą”, niemożliwą do pojęcia przez umysł logiczny, chłodny i SILNY. Do szacunku. Być może wynikającego z trwożnej niepewności nas, istot chwiejnych, niezrozumiałych i niebezpiecznych. Straciłyśmy to prawo, które płynęło z naszej inności.

Prawo łamane, deptane, wzgardzane nie raz i wystawiane na liczne próby. Ale wciąż było to niepisane, przyrodzone i oczywiste prawo, które mogłyśmy egzekwować. Mogłyśmy żądać.

A teraz? Co nam zostało? Wciąż jesteśmy „słabsze”. Ale ta „słabość” (inność) jest niebezpieczna. To iskra zapalająca bardzo długi lont, który ciągnie się bez końca, ale dobrze wiadomo, że grozi to straszliwym wybuchem.

Znalazłyśmy się na pustyni. Możemy zdzierać sobie gardło wniebogłosy wołając. Nie o pomoc. O zrozumienie. O głos. O prawo. Do równości. Partnerstwa. O prawo, to bycia „TYMI SAMYMI” (ludźmi). Ale nie zrozumieją nas. Nie będzie nowego prawa. Będzie nowe BEZprawie. Do wykrwawiania nas, zniszczenia, skazania na banicję, samotność, odrzucenie. Będą spojrzenia pełne strachu i groźby. I to nie będą spojrzenia tylko wśród tych „obcych” nam, nie-innych. My same poślemy sobie niejedną zatrutą strzałę.

JAK ŚMIAŁYŚCIE. W IMIĘ CZEGO. I grunt pod naszymi nogami będzie grząski, a oparcie już dawno posłałyśmy do wszystkich diabłów.

Odebrałyśmy mu godność i zasadność istnienia, samowładność i cel, który byłby w stanie przeciwstawić się falom upokorzenia.

Oby nie opuścił nas ten bojowy, zdecydowany duch niezależności. Oby nie zabrakło wiary, że ten chaos ma w sobie cel wyższy i piękniejszy, niż upodlający ład znikający z zasięgu naszych oczu i wypleniany z dusz. Cel warty każdej stawki, każdego poświęcenia. Żeby tylko nie opuściła nas siła. Dużo nam jej potrzeba, żeby nie uginać się, albo uginać jak najrzadziej pod ciężarem NASZYCH decyzji. Żeby nie upaść pod brzemieniem samotności i osamotnienia. Żeby się nie poddać. I przede wszystkim, żeby mimo pokusy nie oglądać się za siebie. A jeśli czegoś nam zabraknie, jeśli zabraknie którejś ofiary, która winna być złożona na ołtarzu takiejsamości. To koniec. To będzie już kres nadziei i szans.

Zostaniemy z niczym. Ale nie będzie tu wygranych. Żadnych.

******************************************************************************

Wszystkim Kobietom chciałbym życzyć dziś wytrwałości w każdej ich małej lub wielkiej walce. W dążeniu do swoich pragnień. Do swojego celu. I odwagi. I wiary w to, że masz prawo chcieć i że MOŻESZ to zrobić.