Posłużę się na początek banałem. Zwierzę NIE JEST rzeczą. Popularne, znane, ograne, czyż nie? Możemy to przeczytać prawdopodobnie na każdej stronie związanej z organizacjami ‚pro zwierzęcymi’ i ruchami na rzecz obrony zwierząt. Możemy to usłyszeć w wiadomościach, zobaczyć wymalowane na plakacie w związku z jakąś akcją uświadamiającą, nawet jeśli (nie będę dochodzić przyczyn) w naszej głowie ta myśl nie wygenerowała się samoistnie. W wielu językach, przedstawione na sto sposobów.

Więc zacznijmy od sedna sprawy, od tego, że (powtórzę) zwierzę NIE JEST rzeczą. I tu nie ma znaczenia, czy myślimy o zwierzętach gospodarskich, towarzyszących, czy dzikich. Pracujących, laboratoryjnych, pupilach domowych, naszych wychuchanych uroczych „ciuciach”: och, ach, jaki śliczny, mój ukochany/ukochana Reksio/Pipi/Azor/Mruczek/Luna…

Więc kolejną rzeczą jaka wynika z uświadomienia sobie tej prostej prawdy jest to, że zwierzęciu NALEŻY się szacunek. I tu właśnie zaczynają się schody. O ile łatwo jest wygłaszać puste hasła, nie burzyć się słysząc je, o tyle znacznie trudniej jest pojąć czym jest ten magiczny „szacunek” a co gorsza, swoim postępowaniem pokazać, że on w ogóle istnieje i może funkcjonować w rzeczywistości.

Zatem, dzięki temu, że staramy się, aby szacunek wobec innej od nas, słabszej i pozostającej pod naszą władzą istoty, był nam stanem jak najbardziej obcym, cały nasz świat, niestety opiera się na okrucieństwie, wyzysku i cierpieniu. Zamiast budować i tworzyć, niszczymy.

Nie cierpię na przypadłość „skrajnych poglądów”. Człowieka nigdy nie stać na pełen obiektywizm, ale staram się trzeźwo patrzeć na świat. Gdyby chodziło tylko o te „śmieszne” zwierzęta… Ale, tyle razy to już było powiedziane, napisane, wygłoszone, przez tych Wielkich i małych: tak wiele o człowieku mówi w jaki sposób traktuje słabszych od siebie.

Nie oczekujmy więc, skoro nie potrafimy ani ich uszanować, ani zadbać o los zwierząt, że człowiek nareszcie zacznie szanować drugiego człowieka.

Jaki los zgotowaliśmy naszym „braciom mniejszym”?

Brojler (kurzy): cykl produkcyjny- ok 42-45 dni. Tadadam! Po 6 tygodniach mamy pyszne udka ze zdeformowanymi stawami, a jak ktoś dba o linie, to nienaturalnie dużą piersią obdzieli kilka osób robiąc sałatkę a’la Cezar.

Tucznik: czas produkcji zależy od tego czy producent zaczyna od zera-począwszy od narodzin prosiąt, czy zakupuje młode świnie i skupia się już tylko i wyłącznie na tym, by nic nie przeszkodziło im odpowiednio i regularnie przybierać na wadze. Może to być 160 dni, a w przypadku samego tuczu 80 dni poświęconych na „dopieszczanie produktu”.

Bydło mięsne, opasy: przy intensywnym systemie opasu wystarczy tylko 4-7 miesięcy i uzyskujemy, tak dobrze nam znaną, cenioną i stosunkowo wcale nietanią cielęcinę, tzw „białe mięso”. Po 10-12 miesiącach buhajki nadają się do uboju dając wołowinę o zadowalających parametrach.

A jak kończą życie te zwierzęta, które specjalnie dla nas spędziły je na rusztach, w klatkach, na uwięzi, w większości nie widząc przez cały cykl nic poza ich rodzinnym zakładem produkcyjnym? Nieciekawie. Rzeźnie, ile byśmy nie wprowadzali przepisów, ile ustaw by nie regulowało warunków uboju, przetrzymywania, przewozu, jak humanitarnie nie prezentowałyby się nakazy i zakazy unijne i tak pozostaną siedliskiem patologii. To co dzieje się w środku, a nie mówię wcale o najdrastyczniejszych, zdemaskowanych przypadkach jest tragiczne. Bardzo nisko człowiek upadł w pogodni za zyskiem, optymalizacją i postępem organizując te masowe zakłady zagłady zwierząt. Nie chcę tu urazić niczyich uczuć, ale byłam, widziałam i moje wnioski są proste, że zwyczajnie nie da się robić tego dobrze, przyjmując za priorytet jak największą skalę.

No dobrze. To jest w wielkim, ogólnym skrócie sprawa zwierząt, które nas karmią i o których większość ludzi, mieszczuszków czy nie, nie chce myśleć, no bo i tak przecież niewiele się zmieni, bo to niewygodne i nie lubimy sobie robić przykrości na darmo.

A co z naszymi ukochanymi mruczkami i burkami?

Nie wiem, naprawdę nie wiem. Jak to się dzieje. Bierzemy pieska, piesek jest śliczny i mały i puchaty. Następnie rośnie, no i sika na podłogę, a my w prezencie dostaliśmy wycieczkę all inclusive do Bułgarii, bo Egipt już nie jest top i niebezpiecznie, więc rodzina wie, że nie warto ryzykować, prestiż mniejszy, ale wypoczynek i tak kusi.

I jakie pomysły rodzą się w ludzkich głowach? Przywiążmy pieska do drzewa w lesie! Albo nie. Wyrzućmy gdzieś na trasie! Biegnie za autem? Dobra, przecież nie przegoni naszego wypucowanego Audi. Może nic go nie przejedzie. No kurczę, głupio jakoś tak, nie. No może ktoś się zlituje.

To samo dzieje się, gdy nasz cudowny pies, który uwielbiał nasze i cudze dzieci, wykazał niesubordynowanie, pewnie dlatego, że jest suką, a ludzie przecież przestrzegali „nie bierz suki, to problem”, ale sterylizować nie będę, bo drogo, a poza tym to jakieś chore i okrutne. Ups, wpadka. Suka chyba w ciąży. Opcje są różne. Poczekam. Wywiozę głęboko w las jak już urodzi. Dam jej karton, to będę czuł/a się lepiej, że ‚mają mieszkanie’. Opcja dwa: urodzi, a szczenięta wyrzucę w siatce do śmieci. Albo, niedaleko jest staw, no to może do stawu, to z dziada pradziada znana tradycja, no nie mam dużego wiadra i nie chce patrzeć jak konają, to zawinę je w worek.

Czasem znudzony właściciel się ulituje, przywozi psa do schroniska i powie zdawkowo że pies cioci- babci, umarła, on nie może i nie chce się podjąć opieki. Czasem podrzuci pod bramę i problem jest dopiero wtedy, gdy okazuje się, że jednak wiele schronisk ma monitoring.

Koty mają trochę lżej. Lepiej radzą sobie ‚na wolności’ tak łaskawie ofiarowywanej przez człowieka. Gdzieś w środku nich czai się instynkt sprytnego drapieżnika. Tylko czego spodziewa się człowiek wyrzucając kota, który 5 lat był w domu, rzeczywiście może i cioci-babci, która umarła? Że co, że to jest dzikie zwierzę? Tak, faktycznie, spadek w postaci mieszkania piechotą nie chodzi, zwierzę=problem…

A ileż jest wyśmiewania i niedowierzania z akcji sterylizacji pół-dzikich lokalnych populacji kotów. Mnożą się źle, dokarmianie źle, ludzie, którzy realnie chcą pomóc tym zwierzętom- no co najmniej czubki.

Empatia, współczucie, poczucie odpowiedzialności… Towary mocno deficytowe.

Niezwykle interesujące są też przypadki znęcania się nad zwierzętami z wyjątkowym okrucieństwem. A zaczyna się naprawdę różnie. Na przykład: ktoś chce mieć psa, posłusznego, karnego, który „będzie wiedział, kto jest jego prawdziwym PANEM”. Niewyjaśnione w pełni są jeszcze te zakamarki i zakręty ludzkiej psychiki, które są przekonane, że oddanie i przywiązanie, uległość i posłuszeństwo naprawdę idą w parze lub wynikają z przemocy, terroru, stawiania wymagań nie do spełnienia i strachu. Nie pomagają nawet ludowe mądrości, „bij psa, to będzie gryzł”, choć w przypadku uśmiercania szczeniąt czy kociąt często sięga się do „tradycyjnych” metod.

Więc świat jest obdarzany nie tylko zwierzętami niechcianymi, porzucanymi, ofiarami braku odpowiedzialności. Człowiek potrafi sprawić, że zwierzęta, którym jest winien opiekę, kończą okaleczałe, z psychiką tak zranioną, że niewielu znajdzie się entuzjastów, chcących pokazać im, że życie nie jest tylko bólem i strachem, a agresja nie powinna być odpowiedzią na obawy.

I tak można by mnożyć i mnożyć przykłady „darów” jakie mają dla zwierząt ludzie. I za co tak podle im się odwdzięczamy? Za to, że mają smaczne mięso, że z ich skór można produkować wiele rzeczy codziennego użytku, że chcą nam towarzyszyć i okazują nam zaufanie, oferują przyjaźń? Taki pies. Z woli kogo pojawił się na świecie w takich a nie innych setkach wręcz odsłon? To my ludzie, przez tyle lat tworzyliśmy, nie oszukujmy się-sztucznie, wszystkie te piękne, służące nam na różne sposoby rasy.

Niby świadomość się zwiększa, niby mówi się o „prawach zwierząt”. A w schroniskach tych zwierząt nie ubywa, a przybywa. Wciąż powstaje i działa wiele Fundacji i Organizacji, które walczą o lepszy los tych zwierząt, często chociażby o to, żeby niczym niewyróżniający się Szarik czy inny Burek bez łapy nie spędził reszty życia w schronisku, które jak dobre by nie było, domem nie jest…

Jeśli kogoś to rozczaruje, to przykro mi, ale nie jestem nawet wegetarianką. Nie namawiam też nikogo, by zaczął nagle „kochać” zwierzęta. Mówię tutaj o szacunku. Również do „czegoś”, jeśli zbyt prowokacyjne w tym kontekście jest „kogoś”, z czego korzystasz. Niemyślenie nie jest rozwiązaniem.

A jeśli szukasz przyjaciela. Miauczącego czy szczekającego. Zastanów się, czy naprawdę przyjaciół się kupuje. Jeśli już bezkompromisowo szalejesz za jakąś rasą-inwestuj. Nie sądzisz, że to uczciwe? Sprawdzaj hodowle, to w jakich warunkach przyszło wzrastać Twojemu przyszłemu towarzyszowi. Nie gódź się na cierpienie, nie dawaj na to przyzwolenia, nie zamykaj oczu. Jeśli to ma być Twój przyjaciel- nie rób na nim „interesu”.

A może jednak jesteś w stanie przejść się do najbliższego schroniska…? W wielu takich jednostkach można umówić się na spacer z wybranym biedakiem.

Jednak jesteś zbyt wrażliwy? Nie możesz patrzeć jak cierpią zwierzęta? No cóż. Naprawdę jestem w stanie to zrozumieć. Dlatego właśnie tyle Fundacji stara się organizować domy tymczasowe dla porzuconych zwierząt. Żeby ten pies, czy kot, czy królik (tak, są i takie zajmujące się głównie gryzoniami i zajęczakami) znał dotyk człowieka, nie bał się go, potrafił zaufać, wiedział co wolno a czego nie, jak to jest w domu, a nie w boksie.

A może z różnych przyczyn nie jesteś gotowy związać się z psem czy kotem tak na całego, „na śmierć i życie”? Możesz zostać domem tymczasowym. Nie zabrzmi ładnie, ale: i wilk syty i owca cała. Z jednej strony nie podpisujesz „cyrografu”, że już na zawsze, na dobre i na złe będziesz opiekunem właśnie tego zwierzaka, a z drugiej realnie mu pomagasz. Właśnie Ty możesz pokazać mu lepszy świat. Czyż to pięknie nie podbudowuje naszego ego? 😉 Ale. Niestety nie możemy tego sprowadzić to samej esencji pozytywnego egoizmu. Dobry dom tymczasowy po jednym czy kilku dniach z podopiecznym nie mówi:” natychmiast go zabierzcie!” lub „nie mogę już z nią wytrzymać, niestety, starałam się, ale brudzi, ciężko z czystością, wyje…” albo „przykro mi, myślałem, że lepiej pójdzie, ale to mnie przerasta, więc…”. Dobry dom tymczasowy to cierpliwość, wyrozumiałość i trochę pokory, odrobinę (dobrowolnego) poświęcenia. Uwierzcie, my też uczymy się wiele od zwierząt. Spróbujcie dać im szansę. Odwdzięczą się.

Polecam zaglądanie w takie miejsca jak:

Niezły_Pies

lub:

Pies Na Zakręcie

A jeśli wolisz mniejszy kaliber, odwiedź:

Fundację Królewską

Oczywiście istnieje cała masa innych organizacji, nie tylko w obrębie Warszawy czy okolic, a kto szuka ten znajduje.

P.S.: Miałam przyjemność poznać wszystkie zwierzęta, które widnieją na zdjęciu (oraz innych fotografiach) i jestem im wdzięczna, że z taką klasą mi pozowały 🙂