Wiosna dość długo zwlekała, żeby na nowo rozgościć się na świecie, ale jak już przylazła to rozlazła się bez ociągania.

Zgodnie z odwiecznym planem, otaczająca nas rzeczywistość uległa (mniej lub bardziej) naturalnej metamorfozie.

No to trzeba było się dobrze przygotować na te zawrotne zmiany na świecie.

Nie jest wiedzą tajemną, że i Kostek i Homer posiadają dość bujne ufutrzenie, które nie wiedzieć kiedy, siłą swego wzrostu jesienią, zimną i tak dalej, zamienia radosne, lekkie psowate w przyjazne ściery do podłogi w typie mop. Na szczęście Figa to kudłacz pospolity*, a Lulu pieseł gładkolicy**.

Los moppos

Los moppos

Niestety – by utrzymać kędzierzawą czuprynę Homera i aksamitne futerko Kostka w ryzach, powyżej pewnej długości włosa, jego pielęgnacja musiałaby trwać niemal bezustannie. Wszelkie ociąganie się, niedoczesanie, z wierzchu czesanie, beztroskie wycieranie nie z włosem lecz pod włos, czy uleganie niechęci psa do zabiegów higieniczno – pielęgnacyjnych (innych niż całopranie czy niesławne łapkomycie) kończy się źle. A źle oznacza, że dredzik, tu czy tam. No i tak to jest, że kołtuny zwykle trafiają pod nożyce przed upływem ważności długiej, zimowej szaty. Mało to profesjonalne, ale jakże praktyczne. Słyszałam, że wystawowe york shire terriery (a panowie jakąś domieszkę tej rasy posiadają) noszą nawet specjalne stroje ochronne by nie narażać cennego włosa na szwank.

Nadchodzi nareszcie ten moment, wyczekiwany z niepokojem, gdy bez wyrzutów sumienia, że mróz, że śnieg, że zmarzną, mogę poddać moje dwa owczarki stoliczne z nizin, uczciwej, pełnej strzyży.

Ale się wtedy dzieje. A że podejmuje to wyzwanie samodzielnie i niezbyt często ktoś garnie się do pomocy, to przedsięwzięcie na długie godziny, a efekt bywa niespodzianką. W tym roku jednak wyszło mi to na tyle zgrabnie, że postanowiłam zacząć kompletować swoje portfolio groomera 😉

Pod nożyce pierwszy trafił Kostek.  Tu przyznać trzeba, że najpierw z tym zadaniem zaczęła mierzyć się moja siostra, więc przez chwilę pies wyglądał jak ofiara wściekle  głodnych moli…

IMG_20170309_101650

Pies wyciachany

…ale że ostatecznie wyszło na dobre, nie ma co narzekać. Całe to pieszczenie się dla cieszącego oko efektu końcowego i tak zajęło mi plus 2 godziny.

Na szczęście przy odrobinie cierpliwości i życzliwego podejścia Kostek poddaje się nożyczkom i maszynce bez szemrania, naprawdę pies na medal. A odkąd wpadłam na to by na wzór profesjonalistów używać stołu na którym uziemiam nieszczęśnika, jakość świadczonych przeze mnie usług znacząco poprawiła się 😉 (doprawdy nie wiem, czemu nie doceniałam stołu od zawsze).

Finalnie Kościmierz prezentował się tak:

Jak dla mnie nowy imidż jest całkiem całkiem. Najwięksi wybrzydzacze też nie marudzili za bardzo.

Z Homerem zawsze jest w gruncie rzeczy więcej roboty. Nie wiem do końca jak on produkuje to futro i po co aż tyle. Zwykle już w lutym/na początku marca jest bardzooo mięciutki i około 2x większy niż wersja bezfutrzasta (czy z futrem lajt).

SONY DSC

Poważny Homer, na profesjonalnym stole

Nie bardzo mu w smak siedzenie na stole…. I szczęk nożyczek… I dźwięk oraz wibracje maszynki… Generalnie chłopak stresuje się tak bardzo, że pocą mu się łapki. Oczywiście dalej jest kochany i łagodny jak zawsze. Ale że wierci się i przestępuje wciąż z łapki na łapkę, a jest to starcie jeden na jednego, oraz bez technik bondage… Cały proces trwa nieziemsko długo. Naliczyłam ok 5h na dwa rzuty (a i tak jest to rachunek optymistyczny).  W porównaniu do salonu pielęgnacji psów czas na obsługę przekroczony minimum dwukrotnie.

Ale i tym razem, moim skromnym zdaniem, opłacało się. Stan końcowy wart poświęcenia.

Oczywiście są to osądy dość nieobiektywne, gdyż zawsze i wszędzie uważam iż Homer

(i Kostek też oraz inne psy pod moimi opiekuńczymi skrzydłami) są najpiękniejsze na świecie 😀

Grooming, grooming. Słowo to padało już kilka razy, na szczęście większość ludzi jest już obeznana z tym zagranicznym terminem.

Grooming (ang. groom – pielęgnować) – przycinanie sierści psów i kotów różnych ras (ewentualnie innych zwierząt), trymowanie (zabieg pielęgnacyjny polegający na usuwaniu martwej sierści psa), mycie, szeroko pojęta pielęgnacja, czyszczenie uszu, usuwanie insektów i wiele innych zabiegów… Czyli w skrócie i tak psi fryzjer. Nie mylić z child groomingiem – ” to szczególna kategoria relacji tworzona za pomocą systemu teleinformatycznego lub sieci telekomunikacyjnej między osobami dorosłymi a dziećmi w celu ich uwiedzenia i wykorzystania seksualnego”, dość mocno karalne.

Na pewno nie każdy może sobie pozwolić na samodzielną obsługę „groomerską” swojego psa z wymagającą okrywą włosową (york shire/silky/west highland terrier, wszelkie pudle, a nawet golden retrivery). Przeciwwskazania są różne:

  • brak czasu – typowa przypadłość 90% współczesnych ludzi
  • brak zdolności manualnych i/lub odpowiednich narzędzi
  • absolutny brak cierpliwości do żmudnych i uciążliwych zajęć, których spodziewany efekt jest tak naprawdę niewiadomą ;p
  • kierowanie się wygodą – nawet jeśli coś (powiedzmy) umiesz, łatwiej i (czasem) przyjemniej gdy ktoś odwali to za Ciebie. O ile Cię stać na takie dobra luksusowe.
  • połączenie pierwszych trzech podpunktów – mieszanka wybuchowa. To już naprawdę na serio, dla swego dobra i dobra psa (lub innego stworzaka) oddaj go  w ręce specjalistów. Wasze wspólne zdrowie psychiczne jest warte i garnca złota 😉

Jeśli zaś ktoś ma głównie przeciwwskazania do samodzielnej pielęgnacji swego czworonoga oraz nie kwapi się do wydawania pieniędzy na salony urody zwierzęcej, to jedynym słusznym rozwiązaniem jest albo wybranie pielęgnacyjnie bardzo mało wymagającego przyjaciela (niekoniecznie bez sierści) lub całkowite odpuszczenie sobie posiadania zwierząt. Bo do pewnego momentu trochę skołtuniony, czy za długi włos to jeszcze sprawa głównie estetyczna – ale wszystko ma swoje granice, i większe zaniedbania będą powodowały ogromny dyskomfort, stany chorobowe (odparzenia a nawet rany) i nie wróżą relacji człowiek- pies nic dobrego.

*kudłacz pospolity – piękny osobnik o zazwyczaj imponującej szacie. zwykle w więcej niż jednym kolorze. Włos stale długi, półdługi, mieszany. Człowiek ma nadzieję, że nie namęczy się z takim psem a i tak będzie wyglądał ekstra. Człowiek jak zwykle nieco myli się. Kudłacz linieje wiele razy do roku, po domu walają się kłęby kłaków chociaż odkurzał przedwczoraj i pies dostaje „witaminy na sierść”. Wyczesuje stwora z kilogramów podszerstka i martwego włosa okrywowego… Aż stan ten ustępuje samoistnie.

*pieseł gładkolicy – uroczy psiak o połysku dobermana, często w mikroskali, zwykle czarny, brązowy lub podpalany (nie jest to nieśmiertelna reguła). Podszerstka brak, lub jest go niewiele, biedak marznie nawet na większym wietrze. W związku z tym, człowiek nie bacząc na pory linienia z ufnością tuli zwierza na powitanie. A potem wylewa gorzkie łzy, bo jego biała, odświętna bluzka cała oblepiła się czarnymi, grubymi włoskami.