Krótka opowieść o podróżach transdzielnicowych

Wspomniałam już jakiś czas temu, że nasz dzielny Tymczasowy Pies, nazywany Figą i tuzinem innych imion, posiadł niezwykłą umiejętność podróży z pomocą środków transportu łudząco podobnych do teleportacji, a mianowicie opanowana została tzw jazda tramwajem. Otóż jest to prawda. Ramy czasowe przedsięwzięcia: 10-11.12.16 r.

Koniec

A tak zupełnie serio, przyznać muszę, nie po raz pierwszy zresztą, że Figa to dzielny pies. Choć z początku nie było lekko (jak ze wszystkim, co w życiu ważne 😉 ).

Przede wszystkim, na przeszkodzie stanęło (po pierwsze) głębokie przekonanie psa, że oto chcemy ją wywieść, przewieźć, a najlepiej to w ogóle zgubić w tramwaju, który w jej oczach wyglądał prawdopodobnie na ryczącego potwora pożerającego bojaźliwe psy i dobrych ludzi, a przynajmniej maszynę zagłady.

Zatem najpierw musieliśmy się uporać się z zapieraniem w stylu „absolutnie nigdzie nie idę, moje szacowne ciało pozostanie za progiem tej diabelskiej machiny, umysłem będę podróżować z Tobą, odważna kobieto” oraz szeroko pojętym „stanem stresu”. Aczkolwiek myśleliśmy, że będzie gorzej, samo względnie bezproblemowe dotarcie na przystanek było satysfakcjonujące.

Jak się pewnie spodziewacie, pies został jednak wcielony do wnętrza tramwaju, za pomocą lekkiego, motywującego nacisku (przemocy nie stosujemy 😉 ).

tr4

(W roli kojącego przyjaciela-ostoi oczywiście puchaty Homer)

Kolejnym wymagającym dobrej znajomości psychiki, tego właśnie konkretnego psa, wyczynem, było zatrzymanie go w pojeździe. Bowiem natychmiast po uzyskaniu stabilności wszystkich czterech łap na pokładzie załączył się tryb awaryjnej chęci ucieczki. Odnawiany przez jakiś czas każdorazowo, podczas otwierania drzwi z okazji postoju na przystanku.

Mocno stresujące dla Figi było także, akurat zupełnie spodziewanie dla nas, rotacja i zagęszczenie współtowarzyszy niedoli (zwykłych, zupełnie ludzkich pasażerów). I to, choć oczekiwane, najbardziej mnie martwiło. Bałam się czegoś w rodzaju: popadnięcie w skrajną apatię, paraliż, wycie, katatonia. Na moje szczęście obyło się bez ofiar i nasza lejdi zniosła obecność kosmitów z wielką godnością 🙂

tr1

(Jestem wdzięczna wszystkim, którzy nie w pełni świadomie użyczyli nam wizerunku swych nóg, jako elementu krajobrazu, rzecz jasna)

Po osiągnięciu celu podróży, Figa nareszcie mogła rozgościć się pośród innych naszych (a przynajmniej moich 😉 ) psich przyjaciół. Gościć się, to trzeba wyraźnie zaznaczyć, umie jak mało kto.

goscie

A potem było już z górki. Podróż powrotna przebiegła luksusowo (z małym ociąganiem przy wsiadaniu, wysiadanie oczywiście ochocze), a ćwiczenia kolejnego dnia okazały się czystą przyjemnością. Także wielki szacunek dla Figi. Można? Można.

tram5

(Na pierwszym planie wystąpiły kłaki Homera)

Z Figą chciałyśmy złożyć wielkie podziękowania dla komunikacji miejskiej w Warszawie, która szwankuje częściej, niż moje nerwy mogą znieść, ale za to pięknie wozi wszystkie me psy i inne stworzenia 😉 i tylko czasem w pakiecie z podróżną dostaję bardzo nieprzyjaznych współpasażerów, bo zwykle wygląda to tak, jak narysowały Psie Sucharki:

tramwaj