Nasza szlachcianka Elza Helena etc (dla przyjaciół Figa/Figi – niepojęte jest ludzkie niezdecydowanie ;), acz podmiot zamieszania jest ukontentowany ludowym imieniem) zadamawia się w blokowej rzeczywistości na dobre…

Jak się okazuje, rzeczony pies ma w sobie niewiele wyniosłości. Porzuca zupełnie dobre maniery żebrząc o pieszczoty – ma imponujący zasób tanecznych układów wymuszających głaskanie, uwagę i przytulanie. Nie żeby była natręta. Co to to nie. Wciąż wiele czasu spędza na leniwym wypoczynku w formie zalegania, choć coraz częściej porzuca swój tron-fotel, na rzecz podłogi lub psiego posłania, byle w bliskości człowieka.

Z rana, podczas naszych śniadaniowych obrzędów i picia kawy lubi kontemplować piękno wschodzącego słońca.

dsc04272

Intensywnie pracuje nad zacieśnieniem więzi w stadzie, uroczo zachęcając Kostka i Homera do wspólnych figli, z wdziękiem ślizgając się po panelach. Cóż, jak zwykle, gdy w grę wchodzą interakcje pomiędzy różnymi osobnikami tego samego gatunku, pojawiają się zgrzyty. Muszę przyznać, że Homer jednak się przełamał i jest na dobrej drodze do dozgonnej przyjaźni z naszym Tymczasowym Psem. Niestety Kostek jakby zatrzymał się w rozwoju i mimo dobrze zapowiadających się relacji, do zabaw skłonny nie jest i mam wrażenie, że niebawem dostanie wrzodów ze stresu związanego ze swawolami coraz bardziej otwierającej się Figi… Męczy go dość (nie)subtelna zazdrość.

Figa nabyła już chyba większość potrzebnych psu w mieście umiejętności. Nie próbowaliśmy (jeszcze) jazdy komunikacją miejska. Szum samochodów a nawet odgłosy tramwaju – są akceptowalne. Gorzej niestety z zagęszczeniem ludzi. Ciężko jej to strawić, lęki w takich okolicznościach powracają.

Podobnie rzecz się ma z obcymi psami na otwartej przestrzeni. I tak zrobiła postęp – w konfrontacji z psem „przyjacielem” (no wiecie, to taki typ co to biega luzem, Pańcio/Pańcia kilometr od niego, jest słodki i uroczy, choć na przywoływanie reaguje średnio lub wcale i ponad wszelkie inne rozkosze ceni sobie kontakt z każdym napotkanym na swej drodze psem, po prostu kocha wszystko co wykazuje oznaki życia) już nie zamienia się w bezkształtny kłąb futra nienaturalnie zwinięty na ziemi.

Waga podreperowana, gorset będzie ciężko wcisnąć. Z 9 kilogramów awans na 10,5 kg. Widać, że talent do odżywiania jest 😉 normalizujemy dawkę pokarmową, coby nasza gwiazda ze szkieletorixa błyskawicznie nie przerodziła się w puciaty pączuszek.

Wiele znaków na niebie, ziemi a także na samym psie wskazuje, że nadużyciem nie jest mianowanie jej szlachcianką. W jej rodzinie mezalianse raczej są na porządku dziennym, odważę się stwierdzić, że ma w sobie hojną domieszkę Spaniela bretońskiego (Épagneul breton).

Wierna rodowej tradycji mieszania krwi wydała na świat różnorodne dość szczenięta… Tak, tak, znaleziono ją z czwórką podrośniętych młodych (ojciec nie znany). I taki Piegus na przykład, jeden z synów szlachcianki, choć przecudnej urody mu nie odmówię, będzie raczej krzepkim, choć może nie rosłym psiakiem 🙂

Z bólem serca,choć prosiła, odmówiliśmy Figi spania w naszym łożu i stałego dostępu do niego… Pomijając to, że jest na etapie intensywnego gubienia sierści (nasze mieszkanie stało się nie tylko pieskonarium, lecz też szczęśliwym zakątkiem pełnym zagubionego futra), to gdybym miała ugościć tak, już w ogóle najlepiej całe 3 psy, to sama musiałabym przenieść się na podłogę. Kwestia potrzeby zwiększenia higieny nie stanowi dla mnie problemu – naprawdę mogłabym wszystkim trzem minimum co wieczór dokładnie myć łapy i podwozia, ale litości, jeszcze nie zamontowałam sobie w domu hamaka, żeby móc przez chwilę w spokoju odpocząć.

Niemniej są chwile, że wygląda to tak:

dsc04244

lub, bardziej na odosobnieniu, w „dozwolonym” miejscu:

dsc04235

Smutno mi, bo wiem, że razem z Figą nie spędziliśmy wcale tak dużo czasu. A jednak widzę, jak szybko się do nas przywiązuje. Każdego dnia wierzy bardziej, że oto znalazła swoje miejsce. Nie tak łatwo wytłumaczyć psu, „hej, jesteś Tymczasowa, wiesz?”. Jakoś nikt do tej pory nie zapytał się o nią jakoś tak „konkretnie”. Nie zniechęca mnie to oczywiście 🙂 Czekamy na udaną adopcję.

Po prostu, jak zwykle na zapas, martwię się o niezasłużone psie rozterki i dramaty 😉