*K*

Tak bardzo trudno budowałam z tobą tę
misterną sieć
Łagodnie przymykałam oczy
mówiąc „jutro”.
Chciałam wierzyć, że
ten wysoki mur
choć kruchy jak kryształ
Utrzyma moją wiarę
w ciebie.

Ten cios
głęboko zatopił się
w moich trzewiach.

Bezwładnie opadam na kolana

Głupia!
Boli, i cóż
jakże mam powstać
tysięczny raz?

To tylko mała wojna, niejawna ofiara.

Ale patrzę w Twoje wierne oczy
przepełnione miłością
Jaki to banał
Odbiera mi szloch
Ta pewność
że podniosę się
Ten tysięczny raz.

Chłód posadzki
Moja skóra
chłonie go
spijając ulgę łapczywie
jak pies

leżysz u moich stóp
I niesiesz mi ukojenie.