Uprzejmie donoszę, że z powodu szlachetnego pochodzenia naszego Tymczasowego Psa nastała konieczność obdarzenia jej więcej niż jednym imieniem by mogła z należytym szacunkiem być podejmowana na salonach.

Z dumą prezentujemy: Elzę Helenę I (słownie: Pierwszą):

dsc04234

W zasadzie jada tylko wysublimowane potrawy, ewentualnie Dolinę Noteci, chociaż suchym chlebem także nie pogardzi, by z typową dla siebie przewrotnością podkreślić swe związki z proletariatem.

Zdecydowanie jej epoką jest barok, stara się pokazać to światu prezentując pełną przepychu szatę, w której nie brak i złota. W chwilach wolnych kontempluje utwory Bacha oraz Couperina. Nieobca jej jest także muzyka powszechna i popularna, jej ulubiony wykonawca to Leonard Cohen, czuje się niezwykle ukojona i zrelaksowana głębokim głosem mistrza. Szczególnie poleca :  https://www.youtube.com/watch?v=yOnXe8ttmjY, także w wykonaniu Bogusława Lindy https://www.youtube.com/watch?v=uQk3VGU2Fgc 😀

Jak przystało na prawdziwą królową, jest wynoszona (i wnoszona) ze (i do) swego obecnego pałacu w lektyce. Niestety nie mamy prawdziwej lektyki (zaczynamy oszczędzać na zakup). Zatem muszę robić to samodzielnie ;).

dsc04239

Niemniej nasza dama, która swą talią (bez problemu obejmuję ją dłońmi…) mogłaby zaimponować niejednej Południowej Piękności sprzed wojny secesyjnej (choć nigdy nie musiała nosić gorsetu) powoli uświadamia sobie, że dla kondycji wskazane są niespieszne przebieżki po schodach. Mimo wszystko i na przekór zazdrosnym spojrzeniom rywalek walczymy o zdrowszy, inny niż szkieletorix, model sylwetki.

Nasze osiągnięcia:

  • imponujący postępy w programie

„spacery na smyczy-techniki chodzenia po wybiegu”

img_20161114_124325

oraz

„schody-przyjaciel, nie wróg”

dsc04241

  • co najmniej zadowalający poziom sanitarny psa- tak się cieszę, że pchły się u nas nie zadomowiły, fascynują mnie wszystkie okazy ze świata zwierząt, ale nawet ja mam jakieś granice dla tolerancji wobec różnych form życia w moim najbliższym otoczeniu

dsc04167

No cóż, pracujemy dalej. Nad lękiem, nad sylwetką, nad samopoczuciem. Elza Helena etc. robi ogromne postępy i daje z siebie wszystko. Wiem, że każdy krok w stronę „normalnego” zachowania to dla niej osiągniecie niczym lot w kosmos, a mimo to nie poddaje się i nie zniechęca. Potrzebuje wiele miłości i bardzo, bardzo, bardzo dużo cierpliwości. Ale warto.

Okazuje się, że największym tępicielem gościa w naszym domu stał się Homer… Mój puchaty, flegmatyczny, pogodny, cieplutki Homer. Chyba dopadł go syndrom starszego szczeniaka… A to przecież Kostek zawsze wiódł prym w konkursach zaborczości. Tymczasem czuję, że on czuje miętę przez rumianek do szanownej szlachcianki 😉 z zaplanowanych przyczyn technicznych dzieci z tego nie będzie, ale widać zew duszy silniejszy. Duma mnie rozpiera z powodu postawy Kościmierza, który na ogół jest wrednym szczekaczem i wcale nie dziwi mnie zagubienie Homera. Wszyscy znaleźliśmy się w nowej sytuacji. I tylko spokój może nas uratować 😉