W naszym domu powitaliśmy dziś nowego Psa. „Tymczasowego” Psa. Ciężko czasem się oprzeć, otrząsnąć i powiedzieć sobie „nie”. A bądź rozsądna, mówili. A były już inne Psy, mówili. Wznoszę do góry ręce w geście podzięki dla nieograniczonej (jak dotychczas) cierpliwości i życzliwości moich sąsiadów a także mej lepszej połowy.

Pies jak pies, a konkretnie suka. Czyli dla mnie- absolutnie, bezapelacyjnie wyjątkowa 🙂 Piękna. W kolorach bajecznych jak straciatella albo co najmniej maślanka mrągowska -‚pieczone jabłko’. Sama słodycz.

Oprócz tego przyprawiona:

-strachem

oraz

-nieufnością, zamiast cynamonu.

„Cześć pies, hej pies” (bez wykrzykników ewentualnie z nieśmiało, nie całkiem wysuniętą dłonią w geście dozgonnej przyjaźni). A pies co? Pies na glebę. Pies błaga „Proszę, zostaw mnie w spokoju. Proszę, chcę uciekać”. Ale nie jest to zwierz w typie całkowitydzikusever. Chociaż potrafi zrobić wrażenie, jakby jedynym rozsądnym rachunkiem dla niej było człowiek=krzywda. Patrzy tymi swoimi oczętami, z kreską pociągniętą niczym u Kleopatry, jakby naprawdę bardzo ale to bardzo pragnęła zrozumieć te dziwne, dwunożne istoty, merda swoim prześlicznym i puchatym (a tak przynajmniej będzie po praniu…) ogonem osiągając wydajność śmigła helikoptera (no może nieco wolniej, ale na serio kręci nim dookoła). I staje się wtedy cud (o ile jesteśmy w mieszkaniu, nie na zewnątrz;) )- psa można pogłaskać, pies nie umiera ze strachu, pies jest przyjacielski i delikatnie ciekawski.

Agresja-zero, uległość-maksimum, strach- 63%, instynkt „uciekaj lub walcz”- uciekaj: 99% /walcz: do 1% (dotychczas nie stwierdzono).

Podstawowe plany: wychodzenie z domu bez finału w postaci traumy (chociaż czystość utrzymuje dobrze, jakoś nie chce sikać na panele, musi być trawka), nauka obsługi smyczy, budowanie zaufania i wiary w to, że człowiek też fajne zwierzę :). Gruntowna kąpiel…

Poza tym… Kiedyś Kostek i Homer (rezydenci) muszą się dowiedzieć, że zamykamy drzwi od pokoju nie dlatego, że nagle zaczęło nas irytować szczekanie na ludzi pałętających się po klatce… Wiem, że one już wiedzą. Mają nosy i inne ciekawe narządy do obsługi zmysłów. Ale na razie postanowiły przybrać postawę absolutnego ignorowania i wyparcia ze świadomości nowych realiów. Przynajmniej nie ma awantury.

W castingu na odpowiednie imię dla naszej przyjaciółki wygrało: Elza. Dla jasności- nie ta Elsa od przebrzmiewającego już nieco dziecięcego hitu „Kraina lodu”. Raczej chodziło nam o „Elzę z afrykańskiego buszu” 😉 Wierzymy, że ze strachajły zamieni się już niedługo w waleczną istotę, o sercu nie tylko wielkim ale i otwartym 🙂

Jesteśmy pod opieką PNZ (dla mniej wtajemniczonych Pies na zakręcie- wspominałam o tym tutaj). Elza poleca się uwadze wszystkim zwolennikom psich adopcji 🙂

dsc04163-kopia