Jak zwykle nie wyszło.

Chciałam jakoś lepiej, więcej, na czas, a czas nie czeka.

Madame była wspaniałą towarzyszką dla Piptol. Dzięki Niej życie naszej starej, schorowanej szczurki, po prostu było lepsze.

Madame nie należy do szczurów, które uwielbiają ludzi. To taki szczurzy typ. Nie miziak. Ale też, jak na stworzonko dość lękliwe i zachowawcze w swych międzygatunkowych kontaktach wykazywała się sporą cierpliwością i łagodnością. A różne straszne rzeczy jej robiliśmy, żeby poprawić jej stan zdrowia. Zastrzyki. Inhalacje (to było trochę przerażające, naprawdę, i szczerzę jej się nie dziwię, że już wolała zastrzyki).

Kiedy Piptol odeszła stan Madame był mocno średni do złego. Dusiła nam się i rzęziła. I antybiotyk. I kolejny. I steryd. I tak dalej. Zaczęła chudnąć w oczach i stawać się „przypadkiem beznadziejnym”. Powoli nasze nadzieje na domek dla niej, taki zwykły, gdzieś tu w Warszawie, rozwiewały się. Po ponad dwóch (czy trzech?) tygodniach leczenia i samotności, w niełatwych już okolicznościach nastrojów okołoepidemicznych, z wyprawką wysłaliśmy ją do Lublina. Co zresztą już było powiedziane. I dojechała bezpiecznie, i czuła się nieźle. I rosły nadzieje, że już niebawem połączy się w stado z innymi paliatywnymi podopiecznymi. Ale niestety. Szczurzym zwyczajem postanowiła się niespodziewanie i imponująco „pogarszać”. I znów leczenie leczenie leczenie i samotność, choć towarzyszki były o metr. Aż tu w końcu pojawiła się nadzieja – i udało się, na chwilę przed świętami zamieszkała ze swym mini stadkiem i mogła znaleźć odrobinę szczęścia wraz z dwiema innymi szczurkami. Naprawdę, moje smutne serduszko na chwilę wtedy urosło radością.
Nie mam ich wspólnych zdjęć, ale wiem, że we trzy się dogadały.

Los jednak postanowił postąpić po szczurzemu. Wiem, że Madame, jest jeszcze z nami, więc musiałam to napisać. Czuje się jednak bardzo źle i prawdopodobnie jutro odejdzie. Odejdzie tak jak ludziom nie wolno, a przynajmniej w naszym kraju, a ja płaczę. Tak bardzo chciałam napisać tylko „do widzenia”, a już niedługo czeka nas „żegnaj”.