Wrzucam te przemyślenia w nigdzie, nie są one ani specjalnie ważne ani specjalnie błyskotliwe.
Dzisiaj jest taka ważna rocznica dla mnie, to już ćwierć wieku jak walczę sobie na tym świecie, może głównie ze sobą. I wiele mam wewnętrznych niezgodności, wyrzutów, nieporozumień. A jednak zawsze wpatruję się w te datę ze zmieniającą się końcówką z wielkim urzeczeniem, jakby była moja, na własność i szalenie ważna. 23.10 ma dla mnie taki dyskretny, hipnoryzujacy urok. Nie wiem czemu przywiązuję do tego aż taką wagę, ale może zawsze tak jest że to my sami właśnie, nikt inny najbardziej cenimy sobie datę naszych narodzin, nie zawsze się do tego przyznając. Jasne, nie każdy. Bo nie ma żadnego zawsze i nigdy, ani wszędzie. Ale czynimy czasem takie małe generalizacje, porządkując swoją rzeczywistość.
Właściwie to, póki moja magiczna data wciąż trwa to chciałam życzyć swoim bliskim oprócz cierpliwości do mnie, to własnych chwil radości, i żeby żyjąc sobie w zdrowiu czuli że są słuchani, rozumiani, ważni i otoczeni miłością.
Chciałam życzyć moim bliskim istotom nieludzkim samej pociechy ze mnie, żeby zawsze miały przestrzeń do eksploracji, żeby zawsze były upodmiotowioną ilustracją radości z życia i zdrowej umiejętności życia na maksa w teraz, z energią i zaangażowaniem. Mojemu nestorowi Kostkowi, który mimo dyszki na karku jest szybki jak wyścigówka i neurotyczność nie przeszkadza mu w tym nic a nic, za to czyni go bardzo wylewnym. Homerowi, który stawia łapki zupełnie jak żaden inny pies, ma unikalny system komunikacji sapnięciami i jestem wielce przekonana że kocha mnie i piłeczkę najbardziej na świecie. Lulu, która jest najsłodszym psim klopsikiem na świecie, zawsze porusza mnie spojrzeniem swoich ogromnych oczu i jak nikt inny merda dla mnie ogonem. Fidze, która już dawno temu odważyła się mi zaufać i jest wolnym duchem o niebagatelnej urodzie, i mam wrażenie że rozumie więcej niż można by się spodziewać. Piptol, która jest naprawdę cudownym szczurem wycieruchem, ocalałym z tylu szczurzych kataklizmów i zawsze znajduje dla mnie chwilę żeby się przytulić oraz jej nowej przyjaciółce, Madame, która jest dobrym, dzielnym szczurem i wprowadziła trochę światła do naszego życia, zdejmując z nas odrobinę powinności i wyrzutów. No i Groszkowi, Grossowi, Grossiemu, tak różnie go nazywamy, tego zielonego stwora, co to potrafi być czuły i delikatny, żeby zaraz pokazać co to znaczy papuzi gniew i wszędzie jest go pełno. Życzę Wam ukochani zrozumienia i akceptacji, nie tylko wymagań, które nie zawsze da się spełnić.